Panel dyskusyjny pt. “Nowe i stare media – koegzystencja, opozycja czy ewolucja?”, który odbył się 30 czerwca 2022 r. w ramach wernisażu wystawy Mateusza Kijaka Multidyscyplinarnie, został zainspirowany tytułową multidyscyplinarnością artysty, który zajmuje się malarstwem, rysunkiem, rzeźbą, grafiką komputerową, produkcją video/animacji oraz muzyką. Poprowadziła go dr Agata Stronciwilk, kulturoznawca i historyk sztuki z Uniwersytetu Śląskiego, a naprzeciw siebie, w roli artystycznych adwersarzy, wystąpili profesorowie Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach Jan Szmatloch (akwaforta) i Adam Romaniuk (techniki cyfrowe). Oba podejścia – techniki tradycyjne i nowoczesne – reprezentował Mateusz Kijak.

Profesorowie uzasadnili swoje wybory narzędzi, którymi się posługują: prof. Szmatloch pozostanie przy wymagającej sporego wysiłku obróbce tworzywa potrzebnego mu do akwafort, prof. Romaniuk – przy technice cyfrowej. W toku dowcipnej i błyskotliwej rozmowy pojawiły się rzeczowe argumenty “za” nowoczesnymi mediami (Romaniuk), “przeciw” (Szmatloch) oraz “za i przeciw” (Kijak). Przy czym jednak dostrzeżone zostało niebezpieczeństwo kryjące się za bezkrytycznym stosowaniem technik cyfrowych.

Prof. Adam Romaniuk: U Mateusza Kijaka dostrzegam podobną drogę rozwoju jak u siebie – początki w technikach tradycyjnych [prof. Romaniuk studiował razem z prof. Szmatlochem akwafortę], następnie przejście na techniki cyfrowe, przy czym moim zdaniem Kijak nie zachłysnął się nowym narzędziem, nie zatracił w nim swojej osobowości, zostawia w swoich pracach własny ślad. Panuje nad formą, ma dobre podstawy, dzięki temu, że studiował rzeźbę na ASP w Krakowie, gdzie zawsze był dobry rysunek. Tymczasem coraz bardziej zauważalne jest zjawisko, że młodzi ludzie dzięki narzędziom cyfrowym potrafią doskonale narysować na tablecie jakiś przedmiot, ale nie radzą sobie już tak dobrze przy użyciu zwykłego ołówka. Są studenci, którzy nigdy nie wykonywali tradycyjnych studiów postaci, ale na tabletach wychodzi im to znakomicie. W twórczości Kijaka widać, że to nie jest wygenerowane przez program, że on wybiera kadry animacji. Ja tam czuję pańską osobowość, bo pan to kontroluje. Wielu artystów po prostu korzysta z palety pogramów, ten brak osobowości mi przeszkadza.

O swoim wyborze: W pewnym momencie uznałem, że w akwaforcie nie dorównam koledze ze studiów Janowi Szmatlochowi, ponadto szkoda mi było czasu na obrabianie kamienia do litografii, czułem, że to nie jest dla mnie. Ale gdy otwierałem pracownię cyfrową, koledzy byli bardzo sceptyczni, a nawet pokpiwali : “Co ty jakiś makaron pokazujesz?“. W moim pokoleniu trudno znaleźć artystów, którzy by mnie poparli.

Prof. Jan Szmatloch: Rysunki na tablecie są sztuczne. W tradycyjnym rysowaniu walczy się z materią i formą, tego nie doświadcza się na tablecie. Poza tym dla mnie bardzo ważny jest kontakt z materiałem, dotyk. W twórczości wirtualnej tego dotyku nie doświadcza się.

Prof. A. Romaniuk: Z tym dotykiem w nowych technologiach to nie jest tak – tam jest dotyk. Narzędzie do ćwiczeń genialne.

M. Kijak: Można dotknąć, wydrukować w 3D.

Prof. J. Szmatloch: Mam szacunek dla animacji cyfrowych, ale takich, które mają osobowość. Zraża mnie ta beznamiętność, oschłość narzędzia. W akwaforcie widzę przedłużenie tego, co robi rysownik. Po pewnym czasie warsztat przestaje się liczyć. Muszę powiedzieć z przykrością (jest to tajemnicą poliszynela), że coś niedobrego dzieje się z nowymi pokoleniami studentów, którym ubożuchny obrazek w smartfonie podoba się, bo po prostu im się podoba. Nie wiem, czy pójdziemy w kolejne narzędzia, zabawki, które będą decydować za nas, ale ja pozostaję przy akwaforcie.

M. Kijak: Przy tworzeniu 3D korzystam z umiejętności rzeźbiarskich. Tworzę metodą cyfrową i tradycyjną, łącząc te techniki. Wykonuję rysunki tuszem do komiksów, mieszam techniki. Do każdego z tych narzędzi wchodzimy po coś. Będę operował filmem, bo tam akcja rozgrywa się w czasie. Jeśli jadę do Wenecji, to nie po to, żeby tworzyć abstrakcje, bo ważne jest, żeby tworzyć w plenerze. Inaczej jest, gdy się zamykam w pracowni, by tworzyć konceptualnie.Nawet jeśli nie maluje się przez kilka lat, to po powrocie do pędzla te obrazy będą inne. Do malarstwa wróciłem celowo, żeby przekonać się, co tam zobaczę.

Prof. Werner Lubos: Wszystkie media są interesujące, jeśli prowadzą do transpozycji, żeby to dało efekt czegoś własnego.

Czy czują coraz większy rozdźwięk pokoleniowy?

Prof. J. Szmatloch: Dostrzegam brak oczytania, brak pasji. Oni nie poszukują, bezkrytycznie akceptują cudze zdjęcia, pytają, co będą z tego mieli.

Jaka będzie sztuka za 30 lat?

Prof. J. Szmatloch: Ocaleje i akwaforta, i media cyfrowe, będą koegzystować i nie kłócić się, jak to się dzieje teraz.

Prof. A. Romaniuk: Obawiam się sztucznej inteligencji i utraty nad nią kontroli, a także zaniku umiejętności malowania za pomocą pędzla.

Zdjęcia i opracowanie dyskusji: Renata Głuszek